W krainie Ducha Puszczy

   Ech, ależ była zabawa przednia w ten weekend na rowerach! Nie zabrakło właściwie niczego - suspens, walka dramatyczna, sukcesy i rozczarowania. Można oczywiście utyskiwać, że nie wszystkie wyżej wymienione elementy pojawiały się w oczekiwanych momentach, ale nie bądźmy małostkowi. W Supraślu było ciekawie.

  Po pierwsze - z całą pewnością te rowerowe KMP można porównać do rozgrywanych tydzień wcześniej pieszych. Może frekwencja nie była podobna, ale pogoda to już na pewno. W Supraślu lało od piątku rano do sobotniego popołudnia, ponieważ zaś wcześniej padało bez przerwy około tygodnia - to na kurz nie można było narzekać.

  Za to można było śmiało zabrać ze sobą na trasy koszyczek - grzybów bowiem rosło tyle, że kto nie rozjechał przynajmniej trzech na trasie, mógł mówić o niefarcie. W każdym razie - było je znaleźć ciut znacznie łatwiej, niż niektóre ścieżki i PK podczas piątkowego średniego dystansu. Na zawodach turystycznych czasem robią takie mapy, że treść jest specjalnie zmieniona i trzeba się orientować, w jaki sposób. No, ale to turyści - sportowcy nie boją się wyzwań i na mapie poniżej żadnej informacji nie było, więc każdy musiał kombinować, który fragment akurat rzeczywistości odpowiada - a który nie.

  W pozostałe dni, dla zmyłki, na mapach już niemal wszystko grało. Za to wprowadzono kilka elementów losowych w postaci wędrujących PK i zmiennej czasowej - czyli różnych stref godzinowych (a na pewno minutowych) na starcie i mecie, co było o tyle zdumiewające, że miejsca te dzieliło góra kilkadziesiąt metrów. Einstein i spółka się męczyli, kombinowali zagięcia czasoprzestrzeni - i nic. Nie wyszli poza mętne teorie. A tu - voila! Szeptana propaganda utrzymuje, że za wszystkim stał Chuch z Paszczy... To znaczy, ma się rozumieć, z puszczy. I nie chuch, tylko duch, oczywiście. Ale to są plotki tylko, rozpuszczane przez wiadome ośrodki. Grunt, że KMP dojechały do samego podium końcowego:

 Zwracamy tu baczną uwagę na najskuteczniej punktującą w gronie zawodników Teamu 360° Zuzę Szymańską, która odebrała dyplom za 5. miejsce w KMP. Zuza ma minę zatroskaną, bowiem nasz dzielny team na skutek wrogich knowań nie mógł punktować podczas wiosennego rzutu KMP. Kto za tym stał? Is fecit, qui prodest - jak mawiali Rzymianie, znający się najwyraźniej na życiu. Dlatego podejrzliwie patrzymy na Harpagana, Azymka, Trops... Spójnia nie lepsza. A wszyscy mają jakieś miny niewyraźne, twarze zasłonięte. Sprawa oczywista a moralnie nasi górą.

  Może nie wszyscy... poniżej bowiem jeszcze jeden obrazek, który można zatytułować: "Oszukany i zdradzony".

  Ze spuszczoną głową, powoli... Charyzmatyczny Trenejro wpadł na KMP w sobotę, z zamiarem pościgania się do niedzieli. Jednak w sobotni wieczór, dyndając smutno medalem, powrócił do domu. Cios został zadany znienacka, prosto w plecy. Trenejro został wyślizgany i pozbawiony drugiego, drewnianego zresztą, medalu, przez... no, mniejsza już, przez kogo, na stronie Marcina można sobie zobaczyć, jak ułożyła się klasyfikacja w sprincie i jak szybko na pierwszy PK pojechał beneficjent podmianki. Wysoki Sądzie, ja niechcący. A Trenejro tłumaczył ucieczkę z Supraśla zmęczeniem roweru. Co zrobić - są w tym Teamie rachunki krzywd.

  Żeby jednak zakończyć optymistycznie - zawody zakończyły się śpiewająco. Albo grająco, bo śpiewaków, szczęśliwie, nikt nie uwieczniał - jednoosobową orkiestrę zaś i owszem.

    Czyli - wszystko gra. Zawody były w sumie przyjemne, więc czekamy niecierpliwie na powtórkę.