"Historyja pouczająca wielce..

... o nadajniku, któren to zagubił się wprzódy, potem odnalazł jakoby, ale zniknął znowu. Ale nie popsował ani na moment."

  Tytuł taki barokowy cokolwiek, ale i historyjka składa się głównie z wątków pobocznych i zwrotów akcji, więc pasuje chyba nie najgorzej. Jak kogoś jeszcze nie poraził wstęp, to poniżej może się spodziewać opowieści o poszukiwaniach zgubionego podczas ZaDyMna nadajnika GPS. Uprzedzając puentę - będzie happy end!

 A było tak; jeden z dziesięciu ( a właściwie dziewięciu, bo jeden nie został pobrany) nadajników GPS na ZaDyMnO niezależna (jak zwykle) maszyna losująca przydzieliła Łukaszowi Senderkowi. I fajnie; na początku można było sobie popatrzeć, jak Łukasz i inni wylosowani (hm, hm...) zawodnicy pomykają, jak szybko i jakie warianty obierają. Sami zresztą zobaczcie, TUTAJ.

 Ale po jakimś czasie (niecałe 3,5 godziny) kol. Senderek zamarł w bezruchu. To znaczy - może nie cały, ale na pewno między innymi nadajnik, który dotychczas mu towarzyszył. Po jakimś czasie zresztą przyszedł do biura samokrytyczny SMS od Łukasza, w którym wyznał wszystkie winy - i to, że posiał nadajnik (co widzieliśmy na ekranach) i to, że strasznie skopał wejście na któryś punkt (tego nie było widać, mógł ściemniać, że awaria roweru...).

 W każdym razie - zwrotna informacja była taka, że gdyby szukał nadajnika, to leży tam i tam (Łysa Góra. Taka otwocka). No i mija kilka godzin (tak ze trzy) i nadajnik ruszył ponownie! Najpierw - powoli, jak żółw, ociężale... Ale momentami rozwijał prędkości akceptowalne dla rowerzysty, kręcił się nawet w okolicy kliku PK... Tyle, że ok. 16.30 (8,5 godziny po starcie) się wyłączył. Na asfaltówce, która raczej do żadnego wariantu nie pasowała.

  Nie dopuszczaliśmy zrazu do siebie myśli o porwaniu. Niemniej, robiło się nerwowo. Zwłaszcza, kiedy Łukasz ostatecznie się pojawił na mecie (tuż przed upływem limitu, czyli godziną 20.00) i oświadczył, że nie wracał po nadajnik...

 Pierwsza ekspedycja poszukiwawcza ruszyłą z biura jeszcze w sobotę. Ingadacje w miejscowym (to znaczy położonym obok miejsca, gdzie sygnał się urwał) sklepie spożywczym nie przyniosły efektu. Znaczy, nadajnik ani jego znalazca nie wskoczyli tu na popas. Ekspedycja druga (niedzielna) dziarsko mieszała kijkami w pobliskich kałużach w poszukiwaniu nadajnika; niestety, nadaremno. Kiedy zawiodły środki analogowe, z pomocą przyszła technika:

 

(taka sztuczka szpiegowska...)

  Żywotnie zainteresowany odzyskaniem nadajnika Jacek Morawski podesłał zdjęcie, na podstawie którego można było oszacować, czy nadajnik został wyłączony w kuchni, czy też może w dużym pokoju wskazanego domu. Trzecia ekspedycja przynosi połowiczny sukces; Pan Witek, właściciel domu, po kilku minutach rozmowy dochodzi do wniosku, że wie, o co pytam - bo jego kolega przywiózł w sobotę z grzybobrania takie dziwne coś, co podejrzewali o bycie mp3-ką. I w trakcie oględzin - wyłączyli. Radość i w ogóle, ale kolega grzybiarz:

a) nie odbiera telefonu

b) mieszka w innej miejscowości ( w Otwocku, konkretnie)

c) jest rencistą po wylewie, więc nieznajomym ciężko jest się z nim dogadać. Pan Witek - co innego,  zrozumie, ale... patrz: a)

 Kolejne dwa dni upływają na telefonicznych pogawędkach z Panem Witkiem (notabene, też rencistą, więc skala i intensywność wydarzeń zapewniła mu rozrywkę wyjątkową, jak mniemam) -aż tu nagle... Odbieram telefon. "Jest u mnie" - oznajmia Pan Witek. "To znaczy nie nadajnik, a kolega - ale nadajnika nie wyrzucił i ma w domu!".

  Potem już było z górki. Podjechać do Pana Witka, pobrać Kolegę Grzybiarza (faktycznie, troszkę mogłoby być problemów przy próbie rozmowy przez telefon...), zawieźć Kolegę do domu w Otwocku, poczekać, aż weźmie nadajnik, zawieźć go (Kolegę, nadajnik zresztą, przy okazji, też) do Pana Witka - bo tam miał rower (Kolega, nie nadajnik). Pożegnać się grzecznie, po czym cieszyć sukcesem w akcji detektywistycznej!

  Z czego morał(y) taki(e):

- te gumki do mocowania nadajników to nie zawsze trzymają dobrze

- nic się nie ukryje w sieci

- naród może i lampiony oraz stacje zaiwania, ale można trafić na miłych i uczynnych ludzi, którzy pomogą nadajnik znaleźć

 Czego i Państwu życzę.

Komentarze