Maćkowe tryumfy, Maćkowa bieda

  "Życie jest małą ściemniarą" - jak, ku swojemu zdumieniu, dowiedziałem się z jednej takiej popularnej artystycznej wypowiedzi. To znaczy - zaskakujące było nie tyle przesłanie, co forma. Bowiem co do zasady, że życie zaskakuje, pełna zgoda.

 Przykłady najświeższe, Kieratowe. Trzech Maćków, trzy historie, nie każda z happy endem. Najpierw o zwycięzcy - czyli Macku Więcku, zwanym również Więcolem vel Dziadkiem.

 

  Nie tak dawno startował wraz z partnerką z teamu w Gliwicach, gdzie wypadli troszkę poniżej swoich oczekiwań. Okazja do rewanżu miała przyjść wkrótce - czyli na ZaDyMnie. Ale, niestety, cios kolejny od losu - Ania Witkowska przywiozłą ze sobą z Gliwic pamiątkę w postaci kleszcza, co skończyło się wizytą u lekarza i wycofem teamu z rywalizacji jeszcze przed startem.

 Ale w kolejny weekend Maciek - po pięknej walce ze swoim imiennikiem, Dubajem - opędził Kierat, popisując się znakomitym finiszem. Panowie zmieniali się na prowadzeniu, Maciek D. miał nawet na kilkanaście kilometrów przed metą przewagę nad Maćkiem W. - jakieś 20 minut. Ale w końcówce Dziadek okazał się bezwzględny i wygrał w sposób dołujący rywali. Gdy bowiem ci, złachani, docierali do mety (jak ledwo żywy, ale 3. w generalce Andrzej Brandt) - ten spokojnie rozprawiał o swych przygodach, sącząc piwo. I nie wyglądając na utrudzonego zbyt... Taka historia, raz z górki, raz pod górę.

 Maciek Dubaj chyba na katharsis cały czas czeka - bo wprawdzie 2. miejsce na Kieracie to nie wstyd, ale wygrana w sumie nie była daleko... A biorąc pod uwagę niedoszłą wyprawę turecką, to chyba musi Maćkiem nosić lekko. Ciekawe, jak sobie to odbije?

 No i trzecia historia z Maćkiem w roli głównej, tym razem naszym, klubowym - czyli Pońcem. Tenże Maciek ostatnio nie miał za wiele powodów do narzekań, generalnie większość startów wychodziła dobrze albo bardzo dobrze. Kierat też - na początku...

 "Biegliśmy nieźle, tak na 7., czasem 10. miejscu - bo pierwsza szóstka harpaganów odeszła zaraz... Ale po 40 kilometrach czułem, że dalej to chyba nie pociągnę. W ustach uczucie, jakbym zjadł kilo mąki, w żołądku - to lepiej nie gadać... Po 50 kilometrach był punkt, gdzie można się było napić herbaty. Myślałem, że mi po tym przejdzie - ale dało radę tylko na 10 kilometrów. Potem to już była harówka. Pomyślałem sobie - zrobiłem komu co złego, żeby się tak męczyć? No, to na kilkanaście kilometrów przed metą zszedłem. Wcześniej nie bardzo się dało, tak trasa poprowadzona" - zakończył opowieść o bolesnym starciu z Kieratem Maciek.

 No, spacer to nie był - na 717 wystartowanych osób, do mety dotało o 300 mniej. Wśród Pań najszybsze były Anna i Elżbieta Sułkowskie, zaś na 3. miejscu pojawiła się Asia Palka, która minimalnie (3 minuty) wyprzedziła Justynę Frączek.

 A teraz, na specjalne życzenie Pań, jeszcze raz utwór o życiu i ściemniarach. Aż dziw bierze, że nikt tak wcześniej tego nie ujął...