Słońce, góry i przerwana seria

  Ładna pogoda w niedzielę skłaniała do rozmaitych aktywności - można było sobie pojeździć, poskakać - ale i pobiegać. DInO Ekspres odbyło się już po raz szósty i wygląda na to, że nie ostatni, bo uczetsnicy stawili się dość licznie. I to mimo życzliwych ostrzeżeń orgów, że będzie mokro i lepiej zabrać kalosze.

  Najwyraźniej następnym razem trzeba będzie próbować zrazić uczestników w bardziej zdecydowany sposób. Albo robić swoje, to już jak orgowie winszują.

 W każdym razie - zanotowano występy zarówno stałych bywalców cyklu, jak i debiutantów, czy też - jak chociażby na obrazku poniżej, gdzie anonimowi przybysze z samiuśkiego Bielska studiują mapę - come back po dłuższej lub krótszej przerwie.

  Mapę, zresztą, też możemy pokazać. Proszę uprzejmie:

  No i pięknie. Można było podreptać, można było pobiegać. Najważniejsze, żeby wszyscy poczuli się docenieni na mecie. O ile tam dotarli, rzecz jasna.

(Krótki quiz - kto na zdjęciu jest najbardziej dumny z siebie i dlaczego?)

  Ale było i o zakończeniu serii; ledwie się Irek pochwalił, że wygrywa wszystko, jak leci - a passa została przerwana. Najpierw w Czechach - a dzień później i pod (właściwie nad, bo to góra) Skoczowem. Tym razem szybsi byli Jarek Borgiel i Marcin Zdziebło, ale - cóż... Życie. Nie głaszcze ono. Za to było ciasteczko i herbata na osłodę.