Piąty element

Pewnie już wszyscy przeczytali w internetach, ale gdyby komuś przypadkiem umknęło, to sygnalizujemy historię niesamowitą. Podczas niedawnych MŚ AR w Ekwadorze do szwedzkiej ekipy Peak Performance przyplątał się piesek. Niby normalna sprawa - wysępił kawałek mięsa na przepaku, podreptał za nimi dalej. Tyle, że tego dreptania miał jeszcze dobre kilka dni, włączając etapy kajakowe. Koniec historii był taki, że Arthur - bo tak ten ciapek został ochrzczony przez Skandynawów - z głuszy w Ekwadorze trafił do nowego (a niewykluczone, że tak naprawdę do pierwszego, prawdziwego) domu w Szwecji.

 Historia duszoszczypatielna, więcej można wybrzebać w necie tu i tam. Darek wrzucił na nasze fb wersję z Daily Mail; dobra, jak każda inna. Ich zaletą są zdjęcia, które w tym wypadku mówią znacznie więcej, niż słowa.

(Trudno się dziwić, że zmiękli, co?)

  Najfajniejsze jest zestawienie tych standardowych opowieści o twardzielach, którzy walczą ze sobą i trasą przez tydzień z hakiem z tą opowieścią o piesku. I wątkiem, jak to kapitan Peak Performance, Mikael Lindnord (czyli, teoretycznie, najbardziej poukładany w głowie członek teamu) poryczał się ze szczęścia, w momencie, gdy dostał ze stosownego szwedzkiego urzędu zgodę na przywiezienie Arthura do domu.

 I żyli długo i szczęśliwie...