Żywioły z suspensem

 Widok za oknem (asfalt topnieje, trawa więdnie) nie bardzo pozwala uwierzyć w to, że w ubiegły weekend można było solidnie zmarznąć. A tak właśnie było - pod warunkiem, że ktoś się wybrał na jubileuszowy, X Rajd Czterech Żywiołów. Zresztą - jak się okazało, deszcz i niskie temperatury to nie były wszystkie atrakcje, które czekały na zawodników... Wrażenia były różne - wszyscy zgodnie podkreślali, że napierka była solidna. Niestety, nie wszystkim do końca się podobało. O czym poniżej...

  Zdecydowanie podobało się naszej parze solistów (jakkolwiek absurdalnie "para solistów" brzmi) - czyli Maćkowi Pońcowi i Piotrkowi Pilakowi. Chociaż Maciek też uczciwie przynał, że dostał w kość: "W poniedziałek to do pracy pojechałem samochodem, a nie rowerem... zmachaliśmy się mocno, zimno też było. Zwłaszcza na polach, gdzie ktoś uciął lampion z perforatorem i lataliśmy w tę i wewtę, żeby się upewnić, że to na pewno ta skała. Ale potem przyszedł Leszek Iżycki - powiedzial, że na pewno ta - a jeszcze potem znaleźliśmy 10 centymetrów sznurka, na którym wisiał kiedyś perforator. A organizator potwierdził, że to to mejsce...". No, ale to nie była główna przeszkoda zawodów. Także nie zadanie specjalne, chociaż tam jeden z zawodników ponoć obraził się śmiertelnie, że za niewykonanie linówki dostanie karę czasową. I zszedł z trasy... Otóż - selekcja dokonała się w jaskini. Czy też raczej - w jaskiniach, bo w jednej szukali punktu zawodnicy - a on sobie stał w drugiej. Kto stracił? Wszyscy ci, którzy odpuścili szukanie punktu w miejscu, gdzie go nie było i poszli dalej - mieli o jeden PK zaliczony mniej. W ten sposób, na przykład, na pierwsze miejsce na trasie Extrim przypadło Darkowi Bogumiłowi i Pawłowi Gorczycy. Panowie byli trochę wolniejsi od Eventyrów - ale tamci jaskinię, po bezowocnych poszukiwaniach PK, odpuścili... Punkt ten podciął skrzydła także teamowi z Korkiem Jaskułą (partnerował mu Szymek Pietrowski): "Słabo, kiedy PK stoi 600 metrów od miejsca zaznaczonego na mapie... Znaleźliśmy w końcu, ale zapał uleciał z nas całkiem". Spokój i doświadczenie - jak zwykle - w takich sytuacjach procentują. Maciek wspomina to tak: "Jak tam wpadliśmy z Piotrkiem, Arek Dziewior już tam czesał ze 12 minut. No, to zaczęliśmy szukać razem - wlazłem chyba w każdą dziurę, bo wiem, jak się tam stawia takie punkty. Głęboko. Ale szukamy tak z 50 minut - i nic...doszło ileś tam osób, zaczęli czesać te same dziury... Wtedy pomyślałem: jak tu nie ma, to może gdzie indziej? A kawałek dalej na mapie była inna jaskinia. Poszliśmy tam - Arek został i czesał jeszcze długo - i faktycznie, była jaskinia. W dodatku - zamieszkała! Siedzieli tam rycerze, paliło się ognisko, na ziemi skóry do spania... Tylko czeropaki z piwem jakieś takie nowoczesne. No, ale punkt był". Ponoć za aferę jaskiniową odpowiedzialność dzieliła się między kreślącego i organizatora; pewnie tego rodzaju historia już się nie przydarzy na Żywiołach, bo w końcu uczymy się na błędach. A kolejna wizyta w jaskiniach (ciekawe, czy rycerze doczekają) - pewnie zimą...