Polanica okiem Kuby J.

 Jak tytuł wskazuje - będzie to relacja naocznego, momentami zwycięskiego, świadka, z zawodów RJnO w Polanicy-Zdroju. Zawody zapowiadały się bardzo fajnie, wyszło troszkę inaczej - ale o tym będzie jeszcze poniżej. Na razie - polecamy czytankę z obrazkami...

 Polanica oczami Kuby J.

Dzień pierwszy:
O 6:45 budzi nas przyjemny dźwięk wykaszarki, dochodzący z jednego z dwóch domów w Batorówku, gdzie na parkingu leśnym, który kiedyś był polem namiotowym, spędzamy noc. Szybkie śniadanie i 10 kilometrowy  zjazd rowerem w dół do centrum zawodów, aby sprawdzić minuty startowe, bo komunikaty w necie ukazywały się, gdy byliśmy poza zasięgiem w leśnych ostępach.
Dojazd do startu przez park zdrojowy w Polanicy. Na poczatek dystans średni. 87 minut i 22km (trochę długo jak na średni)  walki w uroczym i trudnym terenie. Po chwili zagadka: gdzie jest punkt o kodzie 33. Nie ma go tam, gdzie powinien być, więc szybka decyzja: jadę dalej. Meta i wygrana w kategorii M21. Drugi Edward Tomaszewski, trzeci Bartosz Nowak.
 
(piękny, duży średni)
 
Po obiedzie na deptaku zdrojowym czas na sprint w randze Mistrzostw Polski. Mapa - jakby ta sama, co rano, tylko w innej skali. Punkty przestawione niewiele dalej. Gonię Bartka Nowaka, który startował minutę  przede mną. Taki interwał spowodował, że co chwilę się mijaliśmy. Koniec trasy bliski, a koncentracji brak. Do tego doszło zmęczenie po walce na średnim. Parę minut uciekło. Edward Tomaszewski pierwszy, Bartek Nowak drugi, Karol Galicz trzeci. Ja 6. Na wieczornej dekoracji w amfiteatrze trochę dziwna sytuacja; w kategoriach weteranów medale Mistrzostw Polski dostają zawodnicy z zagranicy bez polskiej licencji. Złoty medal dla Teamu 360 w K40 zdobywa Ania Bogucka-Jaroszek.
 
(sprint; międzyczasy gdzieś uciekły?...)
 
Dzień drugi:
 Po 15 kilometrach porannego rozruchu i poszukiwaniu miejsca startu ruszam na trasę klasyka. Świeci słońce, temperatura odpowiednia, nic nie gryzie: pięknie. Teren nowy, bardzo malowniczy i wymagający. Startuję z pełną parą, co kończy się "lekkim" zamotaniem w terenie (jazdą w przeciwnym kierunku). Następne punkty były raczej związane z noszeniem roweru na głowie: tak zwaną wspinaczką górską. Gdy już można było pościgać się z górki, wybrałem lepszy wariant i dogoniłem Bartka Nowaka, z którym ścigaliśmy się zawzięcie do końca trasy. Na mecie okazało się, że dystans "klasyczny" okazał się "SPRINTEM?", no bo w końcu był krótszy od średniego. Czas zwycięzcy - Edwarda Tomaszewskiego -  77min na 18 km, następnie ja 81min, a na 3 miejscu Bartosz Nowak z czasem 84 min. 
Rozdanie "nagród" - niby wszystko pięknie, blisko deptaku w parku. Lecz odbyło się bez nagród; otrzymaliśmy tylko jakieś małe chińskie kółeczka.
Trasy dobre na trening, ale MP bym tego nie nazwał. Mam nadzieję, że w przyszłości bardziej się postarają.
 
(Kubek, Edward i Bartek na podium w Polanicy)
 
  Tyle Kuba; pomijając wątek nagrodowy (nie jest łatwo znaleźć chętnych do fundowania fantów dla zawodników MTBO, przynajmniej w Polsce) - dużą grupę zawodników zbulwersowała sytuacja z klasyfikacjami i medalami na MP w sprincie. Czyli - jak liczyć zagraniczniaków, czy w ogóle, dlaczego dostali medale. Sprawa zrobiła się na tyle nabrzmiała, że właśnie teraz (czwartek, 21.00) jest jednym z punktów posiedzenia zarządu PZOS. A zupełnie niesłusznie; z paru powodów. Po pierwsze - środowisko RJnO w Polsce jest na tyle rachityczne, że dalsze podziały i wzajemne obrażanie się na siebie zredukuje towarzystwo do stanu zauważalnego wyłącznie dla fizyków kwantowych (lub teoretycznych, wręcz). Po drugie - skala wydarzenia jest mocno lokalna (o polskim MTBO już było, World Masters Series to impreza znana wyłącznie jej uczestnikom). Po trzecie - to już przytyk do naszych zawodników - wyszło na to, że tamci jednak jeżdżą ciut lepiej. To na przyszłość zlejmy ich, żeby już nie było potrzeby roztrząsać tego typu wątpliwości... Co nie zmienia faktu, że w sprawie MP popełniono błędy.
 
 Ale - tyle jeszcze pięknych imprez przed nami... zapraszamy do Warszawy ;)
 
 

Komentarze

Polanicka masakra

Obrazek użytkownika Karol

Szczerze mówiąc to na takich zawodach można się dowartościować jako ten, który głównie biega na orientację a nie jeździ...

Ponieważ jestem również organizatorem - potrafię oceniać zawody z 2 pozycji - zawodnika który ma za sobą już 500 startów w zawodach orientacji sportowej oraz organizatora który ma za sobą organizację  imprez na 200 osób jako kierownik zaowdów, a na 500 osób jako BT i kartograf

Na początek nie chcę uderzać w osoby które były zaangażowane w organizację - wiem że pracowało to ich i tak mnóstwo pracy, ale efekt był bardzo mizerny

Mogę wymienić w punktach rzeczy, za które osobiście bardzo bym się wstydził na swoich zawodach, ale które zaznaczam, na pewno nie wynikały ze złej woli organizatora, ale stąd że nie da się raczej ogarnąć dobrze zawodów jednoosobowo (czy nawet we 2 osoby)

1. KT i minuty startowe - w momencie kładzenia się spać nie były opublikowane - w związku z tym nie było wiadomo na którą godzinę się obudzić, zjeść, przygotować

2. Trasy - pierwsze dwie o duuuużo za długie, trzecia za krótka jak na obowiązujące przepisy

3. Źle stojący punkt na midlu - i to bardzo źle! A wynikało to z innej wzorcówki dla stawiaczy i innych map dla zawodników... masakra

4. Źle stojący punkt na sprincie - tu już mniejsza wtopa, bo stał na tej ścieżce co powinien, ale nie na tej warstwicy

5. Dekoracja w fajnym miejscu, z panią bardzo ładnie mówiącą po angielsku, ale... naprawdę wręczenie za zawody "World Masters Series" metalowego kółeczka za 40 eurocentów było troszkę żenujące. Co do dekorowania weteranów zza granicy na MP - cóż, niestety ale było to w mojej ocenie zgodne z regulaminem sportowym RJnO na 2017 rok. Czy regulamin jest słuszny? Moim zdaniem nie koniecznie, ale to już nie do mnie należy zmiana

6. Dojazdy na start - szczególnie ten niedzielny - ani nie wyznaczone w terenie, ani nie było rozdanych mapek z dojazdem. Była zamieszczona jedynie w KT w internecie, więc najlepiej było jechać na start (4 km) z telefonem albo laptopem. Ja wybrałem opcję pamięciówki - udało się trafić na czas

7. Brak licencji BT - chyba że to na rowerowych norma? Wiem że papierek o niczym nie świadczy, ale wydaje mi się że żadna impeza CTZ (nie mówiąc już o randze MP) w BnO nie pozwoliłaby sobie na coś takiego. Oczywiście licencjonowany BT nie gwarantuje dobrych tras. Te na zawodach nie były jakieś fatalne, ale długości były mocno przesadzone jak na charakterystykę dystansów

8. Budowa startu w miejscu poboru map (1 dzień) - tutaj porównując do BnO organizatorzy popisali się podobnie jak Ci ze sprinterskich MP w BnO w Lublinie

9. Informacja o starcie na 5 minut przed minutą zero - w związku z opóźnieniem startu o pół godziny na sprincie (sprawa losowa - nie mówię że to koniecznie był błąd organizatora), sędzia startu poinformowała że rusza on za 5 minut. W normalnym sporcie sytuacja kuriozalna - jak ma zawodnik przygotować się do startu przez taki czas? Dodam że to ja miałem minutę 0

Z pozytywnych rzeczy - mapy wykonane przyzwoicie noi przede wszystkim teren super!!!

 

Ja już nie mówię o rozwoju tego sportu - ale jeśli ma on jakkolwiek istnieć dalej, to takie sytuacje temu nie sprzyjają. I to nie jest pierwszy taki przypadek - to swoista regularność organizatorów. Sam na rowerowych startuję rzadko - ale za każdym startem jest coś nie tak - punkty nie stoją albo źle stoją, mapy niezaktualizowane i nie mają skali. A i ze startów na których niestartowałem słyszę też o jakichś kuriozalnych sytuacjach jak to że zabrakło na wszystkie punkty puszek SI

Wierzę że Team360 stanie na wysokości zadania i dlatego postaram się namówić moją ekipę młodych z Watahy na start we wrześniu, ale generalnie rzecz biorąc, środowisko RJnO robi wiele żeby uczestników zniechęcić a nie zachęcić do tego sportu. A uważam, że podobnie jak i BnO, tak RJnO jest naprawdę super sportem...

Pytanie tylko czy dalej aspiruje do bycia sportem, czy raczej idzie w kierunku imprezy turystyczno - rekreacyjnej???

 

W pełni zgadzam się z Karolem

W pełni zgadzam się z Karolem. Teren super, dobre mapy ... tylko coś nie pykło.

Już na kolejnych zawodach zastanawiam się dla kogo w ogóle jest biuletyn. Dla zawodników czy dla organizatorów? Jak dla organizatorów to po co go w ogóle udostępniać? Umieszczanie biuletynu w środku nocy tuż przed pierwszym startem nie jest dobrym pomysłem. W dwóch poprzednich miejscach startów był problem z zasięgiem, a jak nie ma zasięgu to nie ma interenetu i skąd zawodnicy mają wiedzieć gdzie mają się stawić na start i w której minucie startują?

Pierwszy start - dystans średni. Zaraz po starcie był lekki podjazd, który dalej przechodził ... w jeszcze większy podjazd, który na rowerze pokonywał może ułamek zawodników. Najbardziej szkoda było patrzeć na najmłodszych, którzy musieli pchać rowery. To chyba słaba zachęta dla nich na kolejne starty. Ja rozumiem, że ma być (w miarę) ciężko, ale tak nagle zaraz po starcie? Poza tym wydawało mi się, że to są zawody w jeździe na rowerze, a nie w pchaniu/noszeniu roweru. Fajnie, że było dużo PK do potwierdzania, ale przewyższenia tą fajność mocno osłabiły. Teren był chyba bardziej dla biegaczy niż rowerzystów.

Drugi start - sprint. Start w tym samym miejscu, w tym samym kierunku, a zawody rangi Mistrzostw Polski. Czyli jeździmy po tej samej mapie? I do tego opóźnienie. Od startu prowadziły dwie ścieżki - jedną już poznałem rano więc jadę tą drugą. Do czasu ponieważ nagle trzeba zmienić kierunek o 90° ... oczywiście w górę, wysoko na górę. Tu nie ma żadnych szans na jazdę rowerem. To jest trasa na Mistrzostwa Polski? Serio? Na dodatek sprint? Chyba w wspinaczce, bo nawet roweru nie dało się prowadzić między tymi głazami. Ktoś robiąc mapę musiał upaść na jeden z tych kamieni, że to tak wymyślił. Chyba, że to wszystko było robione zza biurka ...

Dekoracja. Tu wielkie zdziwienie wśród naszych Masters bo medale MP powędrowały głównie do obcokrajowców. Na listach startowych byli oni oddzielnie, a nagle klasyfikacja łączna. Interpretując Regulamin Sportowy w ten sposób jak zrobili to organizatorzy to zastanawiam się - po co mi licencja do startów w M40 i po co ją opłacałem skoro medale można zdobywać bez licencji?

Dzień drugi - dystans klasyczny. Start w inym miejscu, długi dojazd na start (też pod górę), kto zdążył to pojechał trasą 8, później policja kierowała do lasu. Czy to był duży problem wydrukować małe mapki z dojazdem i rozdać je zawodnikom w Centrum Zawodów? Po starcie miła niespodzianka - droga idzie lekko w dół, teren dużo przyjemniejszy, nawet da się w wielu miejscach podjeżdżać na rowerze. Ale jednego przelotu nie dało się inaczej niż ... no właśnie, niż z pchaniem/niesieniem roweru, nachylenie chyba 30%. Na mojej mapie był w środkowej części trasy spory przelot prawie przez całą mapę. Okazało się, że 80% tego przelotu to ... bardzo długi zjazd, gdzie można było jechać nawet 50 km/h. A ponieważ w przyrodzie nic nie ginie to później trzeba było albo to podjeżdżać (lub pchać rower) albo poszukać innego wariantu. Ja wybrałem to drugie i chyba lepiej było jednak turlać się pod górę ... Mimo wszystko dużo przyjemniej się jeździło niż dzień wcześniej. Na trasie był też punkt z wodą, szkoda, że na mojej trasie mniej więcej w 1/3 dystansu.

Na koniec jeszcze wspomnę o piątkowym o-evencie. Miało być ognisko, miała być zabawa na orientację, miała być kiełbaska. Z tego wszystkiego była tylko pobrana opłata 5 zł. Ognisko było rozpalone grubo po 21, żadnego większego ruchu nie było o 22, więc straciłem zainteresowanie taką "rozrywką". A wracając do tych 5 zł to jeszcze w drodze powrotnej do domu przypomniała mi się scena z filmu "Chłopaki nie płaczą":

- Mieszka tu jakiś cwaniak?
- Cwaniak? Nie, ja tu mieszkam.
- To daj piątaka.