Powawelowo

  Człowiek tetryczeje, to mu się na wspomnienia zbiera. W tym roku wycieczka na Puchar Wawelu miała dla mnie charakter sentymentalny - bo, jak raz, debiutowałem w tych zawodach 30 lat temu. Okrągła rocznica wypada zresztą w ten weekend. I nawet zbierałem się do napisania jakichś kombatanckich wspomnień, kiedy okazało się, że nie ma takiej potrzeby - bo to już zostało zrobione jakiś czas temu. Znowu starość się kłania i problemy z pamięcią... W każdym razie - tekst powstał 4 lata temu i prawie wszystko było aktualne i teraz. Całość do poczytania TU; zniechęcający fragment - poniżej: "stoisko handlowe (lampiony, mapy, cokolwiek) Wiesia Czerwa, czyli "Larwy" - też stały punkt programu na zawodach tamtych czasów. No i atrakcja - zwłaszcza dla obsługujących te przybytki żołnierzy - czyli namiot prysznicowy. Zazwyczaj był to jeden namiot wojskowy z podłogą, gdzie zamontowane były prysznice zasilane podgrzewaną (a czasem nie podgrzewaną) w stojącej obok ciężarówce wodą. Do tego obok jeszcze namiot - przebieralnia i można się było umyć po zawodach. Zazwyczaj szło to na zmianę (raz panie, raz panowie) - ale od czasu do czasu do pań wdzierał się jakiś skandalista, względnie zawodnik z Czech, który traktował sprawę golizny zupełnie naturalnie. Pisku było, co niemiara."

 No, to skoro rozliczenia z przeszłością mamy załatwione - dwa słowa o tegorocznych zawodach. Mnie się podobało, ale może to kwestia usposobienia (jak głosi wojskowe powiedzenie - "pierd..nięty zawsze uśmiechnięty"). Inna sprawa, że taka dobra pogoda przez pięć dni zawodów to wyczyn niebagatelny... O atmosferze nie ma co pisać - wiadomo, że specyfika Wawelu przyciąga na te zawody nawet zapomnianych kombatantów sprzed lat. Kapitalne tereny, choć kilku kolegów narzekało, że przez trzy biegania na Wawelu mieli jeden punkt na skałach - a po to tu przecież się przyjeżdża. Sceneria ostatniego dnia fantastyczna - zwłaszcza z punktu widzenia kibiców. Artyści foto mogli się wyżyć na wszelkie sposoby...

(foto z fb orgów)

  Ale, żeby nie było, że tylko słodzę, to parę kamyczków do wrzucenia po kolei. Organizatorzy bardzo się cieszyli, że przyjechało sporo osób. Niespełna 800 osób rzeczywiście robi wrażenie; ale chyba ta liczba zaczyna sprawiać pewne problemy logistyczne. Począwszy od zakwaterowania (tu pewnie nie pomogła awaria szkoły w Kluczach), poprzez ogarnięcie gastronomii w centrum zawodów (to co działało przy 500 osobach - korkuje się przy większej o połowie liczbie potencjalnych klientów) - po teren wreszcie. Bo areny zawodów (las, po ludzku rzecz ujmując) były bardzo fajne, ale troszkę się robiło ciasnawo. W efekcie np. panie z kategorii K 40 ruszały na trasy dawno po zakończeniu rywalizacji sporej części kategorii. Wiadomo - większy teren, więcej PK - więcej roboty z trasami i mapami, ale jak chce się znowu dobić do tysiąca zawodników, to chyba pewne ruchy w tym kierunku są nieuniknione. O mapach nie piszę, bo jest oczywistym, że powinny być najlepszej, możliwej, jakości.

 Czego na kolejne Wawele Państwu i sobie życzę.