Wstydu nie było, szału brak

  Powyższe, tytułowe, podsumowanie występów Polaków na The World Games we Wrocławiu (mówimy, oczywiście, o biegu na orientację) - to pierwsze, co przychodzi mi do głowy. Nie było spektakularnej walki o czołowe lokaty, podium nie uciekło o sekundy (jak w Japonii 16 lat temu) - ale, wyjąwszy może występ Oli i Weroniki na średnim dystansie - biegi naszych reprezentantów można określić jako dobre. A sztafetowy występ trojga Polaków nawet jako bardzo dobry.

  Zawody reklamowano jako imprezę, której świat nie widział - bo też, rzeczywiście, całe TWG to jedno z największych sportowych przedsięwzięć, jakie odbywały się w Polsce. Orientacja jednak rozgrywana była w dość skromnej obsadzie - w sumie niespełna osiemdziesięcioro zawodniczek i zawodników, maksymalnie po czworo-pięcioro z jednego kraju. To zresztą nie jest nic nadzwyczajnego - przy takim przedsięwzięciu w każdej dyscyplinie są limity, ograniczające liczbę zawodników. A że dochodzi jeszcze konieczność podkreślenia światowości Igrzysk Światowych, to mieliśmy zawodników z Brazylii czy Tajwanu - a zabrakło, na przykład, ciut mocniejszych od nich Litwinów czy Słowaków. Obsada była jednak niezła - Maja Alm, Natalia Gemperle, Jerker Lysell czy Matthias Kyburz to z całą pewnością nie są ludzie z łapanki. I same zawody, za co chwała Wojtkowi Dwojakowi i jego ekipie, oceniano jako udane.

 Jeśli chodzi o naszych - w cyferkach wyglądało to tak, że w sprincie Ola zajęła 15.miejsce, Weronika - 31. Panowie - Bartek 21., Pioterk - 22. lokata. Złote medale dla Alm i Lysella, czyli bez niespodzianek. Na średnim, rozgrywanym w bardzo zielonym lesie w Trzebnicy, Weronika była 31. Ola - 32. Bartek, narzekający ciut na formę fizyczną - 18.miejsce, Piotrek - 25. Wygrali Helena Jansson i Kyburz, dla którego było to już czwarte złoto TWG w karierze (w Cali przed czterema laty zgarnął komplet). W sztafecie Polacy (Weronika-Papuś-Rino-Ola) uplasowali się na siódmym miejscu. Wprawdzie - zważywszy na wyniki z poprzednich biegów - podium raczej było poza zasięgiem, ale i tak szkoda strat z pierwszej zmiany. Nadrobić ponad minutę na tak szybkiej trasie jest niezwykle trudno i niezależnie od tego, że pozostała trójka biegła świetnie, to czołówka odjechała i nie dala się złapać. Jak niwelować takie straty w sprintach wie chyba tylko Maja Alm, która pozamiatała na ostatniej zmianie i wybiegała złoto dla Danii. 

(czworo naszych reprezentantów na TWG; fotografia z fb biegnaorientacje.pl)

 Wychodzi więc na to, że powody do zadowolenia są, choć apetyty naszych reprezentantów - no i kibiców - zapewne były większe. Nie ma pewności, czy będą mieli okazję na poprawkę - dotychczas na TWG wszyscy polscy zawodnicy startowali tylko raz. Pomijając i taki drobiazg, że - wbrew temu, co można usłyszeć w pełnych kurtuazji wypowiedziach rozmaitych ludzi (raczej działaczy, niż sportowców i nie tylko związanych z orientacją) -  dla zdecydowanej większości uczestników zmagań we Wrocławiu nie była to impreza docelowa czterolecia. I to się pewnie nie zmieni także w Birmingham za cztery lata. Możemy zatem spokojnie zejść na ziemię i zastanowić się, jak poprawiać wyniki na takich zwyczajnych mistrzostwach świata. Gdzie rywali będzie więcej i z większej liczby krajów.