O-Games okiem Korka

  W ramach remanentów postartowych będziemy starali się poopowiadać o imprezach, które tego lata odwiedzali zawodnicy z naszego klubu. Na dobry początek skupimy się na imprezach sportowych; tym razem na warsztat idzie towarzysząca The World Games trzydniówka pod tytułem O-Games. Startował w niej, między innymi, Korek Jaskuła. Z jakim skutkiem? Można poczytać poniżej...

 Jak masz pod domem ściganie, to szkoda odpuszczać.
O samych TWG za dużo nie wiem, bo przyjeżdżałem na sam start w O-Gamesach - a one odbywały się 2-3h po startach w ramach igrzysk.
Ogólnie o O-games - przyjechało do Wrocławia (i okolic) całkiem sporo czołowych zawodników. Przyjechali zapewne przede wszystkim, by pooglądać zmagania kadr narodowych na The World Games, ale przy okazji pościgać się na imprezie towarzyszącej. Uzbierało się dość sporo, bo we wszystkich kategoriach wystartowało ponad 350 zawodników.
Etap 1 - Białe Błoto, skrócony klasyk. Las fajny, zróżnicowany, mapa czytelna, 24 PK ułożone sprawiedliwie, część blisko siebie, część rozrzucona po reszcie mapy, prawie 12 KM i pod koniec miałem już dość.  Znalazłem swoje miejsce w szeregu lądując na 16 miejscu, a na jednym z przebiegów uzyskałem nawet najlepszy czas ;)
Etap II - Trzebnica, średni dystans. O ja cię nie mogę. Zacznijmy od mapy: na kartce A4 zadrukowane mapą było może 30 procent. Skala konkretna przez co detal był tak mały, że czytanie go w pełnym biegu skutkowało błędami. Młodnik bukowy, którym pokryty był pagórkowaty teren przy parku wodnym również skutecznie utrudniał nawigowanie. Popełniłem wiele małych i kilka dużych błędów. Ale przynajmniej pozwiedzałem sobie ciekawy krajobraz.
Etap III - Park Szczytnicki, Sprint. Moje ulubione ściganie. Ładnie czytająca się mapa (tym razem bez problemu ze skalą), tętno 180 i 15 minut. Zagadek było (jak dla mnie) zdecydowanie za mało, ale odczucia z biegania były zupełnie inne niż z pierwszych dwóch etapów.

Podsumowując szału nie było, trochę jak Polacy w głównej imprezie, raczej wstydu nie przyniosłem.