Ciąg dalszy... nastąpi?

  Wydarzenia kulturalne mam niniejszym odfajkowane za cały rok - udział w prelekcji połączonej ze slajdami można bowiem za takowe uznać. Chodzi, oczywiście, o prelekcję Michała Kiełbasińskiego, który we wtorkowy wieczór wspominał swoją pieszą wędrówkę przez śnieżne pustacie Jukonu i Alaski. Wyprawa, jak być może pamiętacie, trwała ponad miesiąc - opowieść znacznie krócej, choć Kiełbaska sprawiał wrażenie, że byłby w stanie ciągnąć te historie przynajmniej z dobę. I pewnie nie byłoby nudno.

  Kto zresztą był - ten widział i słyszał. Warto było wpaść; choćby po to, żeby dowiedzieć się z pierwszej ręki, iż:

a) niewykluczone jest wydanie papierowe tej historii, czyli - po ludzku pisząc - książka. Trzymam kciuki za powodzenie inicjatywy!

b) Kiełbaska coś bąkał o kolejnych planach wyprawowych. Padła przy tej okazji nazwa kontynentu na literę "A". Uwaga - podpowiedź; chodzi o kontynent najbardziej odległy z możliwych...

 Ponadto można było przymierzyć łapawice, skonstruowane z myślą o kadajsko-amerykańskiej wędrówce (na zdjęciu - wiszą, trzymając kijki, z tyłu). Do polecania i skopiowania na jakiś syty rajd zimowy - o ile taki się gdzieś i kiedyś wydarzy. Aha - padła też informacja, że na główny cel wyprawy, czyli pomoc dla psów ze schronisk, udało się przy okazji wyprawy zebrać 20 tysięcy PLN. Czy to dużo, czy mało - niech sobie każdy odpowie sam.

(Od lewej - prelegent, ekran i ciuchy wyprawowe. Foto - Uli Fuhrmann)