Smuteczek

  Powodów do skakania w górę z radości po Mistrzostwach Świata w MTBO raczej nie ma. 11.miejsce Kuby Jaroszka w spricie, 12. Bartka Niebielskiego w masowym - to najwyższe lokaty Polaków na MŚ, rozgrywanych na Litwie. A jak się pomyśli, że ta dwójka plus Bartek Nowak to najlepsze, co Polska była w stanie wysłać na ten czempionat - nastrój się nie poprawia.

 Nasi juniorzy (Niebiel startował kategorię wyżej, formalnie to wciąż M 17) nie wypadli na tle rywali jakoś dramatycznie źle, ale to nie były udane mistrzostwa. Ale - jakie miały być, właściwie? Rywale uciekli daleko. Możemy sobie wspominać z sentymentem medale MŚ Anki Kamińskiej, czy liczne zdobycze medalowe juniorów z dawych lat. Ale to się może prędko nie powtórzyć. Zawodnicy nie wyhodują się sami; brak konkurencji, słabe zawody, ocierające się o sabotaż działania władz związku (zwłaszcza parę sezonów temu, kiedy było jeszcze co ratować i komu jeździć) - przepis idealny na marnowanie nielicznych talentów w polskim RJnO. I teraz zostaliśmy z trójką chłopaków w kategorii M 20, którym mistrzostwa nie wyszły najlepiej.

  Światło w tunelu? Ech, tu nawet pociągom w przeciwną stronę nie chce się wjeżdżać... Ale dobra, spróbujmy; kolejne ważne zawody (czyli w 2018 roku) na szczęście też nie będą rozgrywane na końcu świata. ME na Węgrzech, MŚ w Austrii - czyli może tam jeszcze ktoś będzie miał szansę pojechać. Oby wybierać było z kogo.