Mistrzostwa w szponach postępu

  Kto by pomyślał, że pod koniec sezonu BnO w Polsce doczekamy się tak widocznych dowodów na to, że postęp nieubłaganie wydeptuje sobie coraz szersze ścieżki w tym środowisku. Dowodu - i to podwójnego, albo i potrójnego - dostarczają nam Mistrzostwa Polski w Nocnym oraz Średniodystansowym Biegu na Orientację, zaplanowane na ten weekend w Piechowicach.

 Dowód numer jeden - to odzew na moje półpubliczne marmolenie w kilku sprawach. Po MP w klasyku poczułem się jakoś słabo - bo czym innym można tłumaczyć fakt nasmarowania do PZOS liściku z propozycjami pewnych zmian, jeśli chodzi o zawody i przepisy? Jak by to wyglądało, gdyby tak wszyscy robili - i jeszcze domagali się odpowiedzi? Związek działa, na szczęście, po staremu - nikt nie wzruszył nawet ramionami, o odpisaniu nie wspominając - ale ponieważ owo pisemko załączone było także do kilkudziesięciu innych osób i klubów, to znienacka pojawił się odzew. I to jaki! W myśl zasady "klient-nasz pan" organizatorzy zdecydowali o przesunięciu startu Nocnych MP z godziny 20.00 na 19.00. W ten sposób dali szansę na dłuższy (o godzinę) wypoczynek z soboty na niedzielę zawodnikom, którzy mieliby ochotę na start zarówno w nocy, jak i na średnim. Oj, ostrożnie, bo się ludziom w głowach poprzewraca...

 To był dowód pierwszy. Kolejny dotyczy list startowych i jest przykładem na to, że fala postępu obmywa nie tylko relacje na linii organizatorzy-zawodnicy, ale i spraw dotyczących tak zwanej tożsamości startujących. Tak zwanej - bo przecież i w Polsce nie brakuje wydziałów na uniwersytetach, na których naucza się, że taka na przykład płeć to sprawa bardzo umowna i kurczowe trzymanie się tradycyjnych ról trąci wstecznictwem i obskurantyzmem. Tym chyba należy tłumaczyć fakt, że na liście startowej kategorii M-21 pojawiła się Kornelia J. Dotychczas znałem go/ją jako kolegę z teamu, nawet córka się urodziła ostatnio, ale... Co tam, przesądy i przyzwyczajenia. Kornelia pobiegnie w męskiej kategorii;  w dodatku - i to już trzeci dowód na postępy postępu - pod nieco zmienionym nazwiskiem. Zrobić "ó" z "u" to niby żadna sztuka - ale żeby tak regularnie się tym chwalić, to zazwyczaj była domena młodych, odważnych redaktorów z rozmaitych portali informacyjnych. Ale nie tylko, jak się okazuje. Brawo!