Pierwsze medale MP za rower rozdane

W dniach 21-22.04 w okolicach Milicza odbył się Puchar Doliny Baryczy w Rowerowej jeździe na Orientację. Teren bardzo malowniczy, do tego super pogoda - ciepło i słonecznie, ciekawe trasy i w efekcie wyszły bardzo fajne zawody. 

Pierwsze zawody przewidziano w Lasowicach, które były jednocześnie Mistrzostwami Polski i Mistrzostwami Polski Masters ze startu masowego. Taki nowy tworek wymyślony przez IOF. Poszczególne grupy (kategorie wiekowe) startują co 5 minut. Pierwsze 2 punkty wspólne, później się rozjeżdżamy na swoje warianty. Okazuje się, że wymyślono tylko 2 warianty map co mogło powodować 2 tramwaje silniejszych zawodników. Trasa w mojej ocenie jest dosyć prosta i bardziej nastawiona na siłę zawodnika, ciężko się gdziekolwiek zgubić, a tym bardziej przeciwników (chyba, że jadą wolniej - w ten sposób zgubił mnie Irek Towarek). Na przedostatnim punkcie, wspólnym dla wszystkich (z mojej kategorii) widzę, że podium mi odjechało, ale i tak jestem zadowolony ze swojego wyniku (5. miejsce).

Z tym pierwszym etapem Pucharu było kilka drobnych zgrzytów. Współrzędne GPS z biuletynu wskazywały na parking oddalony jakieś 200m od docelowego parkingu przy Centrum Zawodów. W szkole, gdzie był nocleg oraz na miejscu była rozdawana mała mapka z informacją, że jest to mapka rozgrzewkowa, na której był zaznaczony start i meta oraz teren zakazany. Problem w tym, że nie wiadomo za bardzo co oznaczał na tej mapce znak startu i część zawodników z kategorii K21 i M21 pojechało w to miejsce z myślą, że tam jest linia startu. Tyle wiem z opowiadań, więcej szczegółów może zdradzą sami zainteresowani, którzy spóźnili się przez to na start, który w rzeczywistości był dosyć blisko Centrum Zawodów. Była też pewnego rodzaju nowinka jak na polskie ściganie - w Regulaminie był zapis, że poza ścieżkami można jedynie prowadzić rower, nie można na nim jeździć. Tak chyba jest w Czechach. W zasadzie wszyscy przestrzegali ten zapis aby nie dostać przypadkowego nkl. Dodatkowo las był w tej kwestii sprzymierzeńcem - raczej ciężko byłoby jeździć po nim poza ścieżkami.

Kolejny etap Pucharu przewidziany był na popołudnie w miejscowości Wałkowa. Wcześniej zainteresowani mieli możliwość wzięcia udziału w zawodach Orientacji Precyzyjnej. Wiele razy przymierzałem się do startu w takich zawodach i ciągle coś stało na przeszkodzie. To był mój drugi start (kiedyś w Augustowie, ale nawet nie wiem jakie tam były wyniki) i bardzo ciekawie to wyglądało. Na początek był krótki wstęp o co w tym wszystkim chodzi. Pierwsza część tych zawodów to 2 punkty czasowe. Na każdym z nich robię po 2 błędy, ale takie zajęcia praktyczne pozwalają mi zrozumieć, że trzeba do tego podejść zupełnie inaczej niż ma to miejsce przy biegach czy rowerze. Precyzja wymaga czasu, trzeba się skupić na detalach, które można na początku przeoczyć na mapie. Druga część to krótki spacer po okolicy, gdzie jest 8 PK. Tu pośpiech nie jest wskazany, ale człowiek jest taki mądry po fakcie. W efekcie plasuję się w połowie stawki. Były to w miarę proste zawody, bardziej pokazowe, ale bardzo mi się to spodobało i chętnie spróbuję swoich sił w kolejnych zawodach Orientacji Precyzyjnej.

Wracając do zawodów rowerowych. Sprint. Wylosowałem pierwszą minutę w swojej kategorii. Może to i lepiej - prawie nikogo nie ma jeszcze na trasach. Sprint wyszedł bardzo szybki, w większości przypadków po utwardzonych drogach. Była też wariantowość, za to brakowało sił tuż przed metą, ale wystarczyło na 3. miejsce. Super etap.

Kolejny dzień, znów słońce i znów wracamy do Laskowic. Tym razem dystans klasyczny. Jeździmy po tym samym lesie co dzień wcześniej był start masowy. I znów mam pierwszą minutę startową w swojej kategorii wiekowej. Plan minimum nie dać się dogonić. Na starcie zaskoczenie - już do 1 PK są aż 3 warianty dojazdu. Dalej jest podobnie - sporo wariantów co mi bardzo odpowiada. Pierwsza część etapu dosyć szybka i nagle w okolicach rezerwatu Wzgórza Joanny robi się jakby rajdowo. Ścieżki ledwo widoczne, sporo błota i gałęzi. Na jednym odcinku trafiam na sporą przeszkodę - dwa wielkie konary buku leżą na sobie tworząc wysoką przeszkodę. Niektórzy przedzierali się przez zagajnik, a ja wybrałem wariant górą - wspiąłem się po konarach i zeskoczyłem z rowerem w ręku po drugiej stronie - nic innego nie przyszło mi do głowy. Do mety kolejne PK były już bez większych trudności. Nie do końca podobała mi się ta wersja rajdowa, ale mimo to chyba to był najciekawszy start w ten weekend.

Na koniec było podsumowanie Pucharu i wręczenie pamiątkowych medali oraz dyplomów. Do klasyfikacji Pucharu zastosowano punktację za miejsca na poszczególnych etapach, a nie sumę czasów.

Bardzo ciekawe zawody, podziękowania dla Organizatorów za włożony trud oraz zorganizowanie w oba dni a'la obiadu - bardzo smaczne zupy. Co do tras - w poprzednich latach trasy M40 były albo takie same albo zbliżone km do K21, a tym razem wyszło jakoś dużo krócej. Nie wiem czy tak wyszło przypadkiem, ale prośba do kolejnych organizatorów, aby wzięli pod uwagę, że kategorie M Masters mają jeszcze siłę jeździć :)

Na koniec wyniki zawodników Team 360°:
Mistrzostwa Polski - Start Masowy (21 kwietnia, Milicz)
II miejsce - Hanna Szczerbik (K 20)
II miejsce - Jakub Jaroszek (M 20)
III miejsce - Ula Trykozko (K 40)
III miejsce (IV miejsce generalnie) - Radosław Jaroszek (M 21)
IV miejsce - Anna Bogucka-Jaroszek (K 40)
IV miejsce (V miejsce generalnie) - Joanna Benesz (K 21)
IV miejsce - Rafał Benesz (M 40)
V miejsce - Adam Wroniak (M 40)

Puchar Doliny Baryczy (21-22 kwietnia, Milicz)
II miejsce - Hanna Szczerbik (K 20)
II miejsce - Anna Bogucka-Jaroszek (K 40)
II miejsce - Jakub Jaroszek (M 20)
II miejsce - Adam Wroniak (M 40)
III miejsce - Radosław Jaroszek (M 21)
IV miejsce - Ula Trykozko (K 40)
IV miejsce - Joanna Benesz (K 21)
VII miejsce - Rafał Benesz (M 40)

Komentarze

Startowałem w M-40. Moja

Startowałem w M-40. Moja opinia:

Start masowy - ja nie bardzo łapię jaka jest koncepcja takiego startu. Spodziewałem się trasy: punkt 1 - rozbicie, punkt 2 - wspólny, punkt 3 - rozbicie, punkt 4 - wspólny itd. na przemian, czyli co drugi punkt wspólny, a co drugi rozbicie na 2-3 warianty, żeby nie było tramwaju, a jednocześnie na co drugim punkcie można było oszacować swoje tempo jazdy obserwując konkurentów. Było: 1 punkt wspólny, 2 chyba też, a potem było rozbicie na dwa warianty i z tego co się zorientowałem co więcej rozbić nie było bo prawie cały czas widziałem Tomka przed sobą. Dojazd na pierwszy punkt był dosyć zabawny, bo spodziewałem się rozbicia więc nie było sensu wyprzedzać "skoro i tak wszyscy się zaraz rozjadą". Chyba większość uważała tak samo bo takim spacerowym tempem dojechaliśmy wszyscy na punkt 1. A tam niestety tylko jedna puszka i to nie pikająca, więc w rezultacie Ci na końcu kolejki potracili po 20-30 sekund do lidera. Rozbicie spowodowała więc puszka a nie mapa. Dalej już się jechało klasycznie czyli "prawie samemu" co jakiś tylko czas widząc przed sobą tego samego zawodnika (jak tempo było podobne). Trasa mało wariantowa, ale całkiem ciekawa, nawigacja raczej prosta, las bardzo ładny, miejscami dosyć uciążliwy. Mały obszar więc powtarzały się ścieżki, ale tego się spodziewałem skoro w tym samym terenie miał być klasyk. Trasa moim zdaniem za krótka. Spodziewałem się 60-75 minut a było 45. Podsumowując: było ok, jechało się bardzo przyjemnie, ale to nie była trasa, którą się będzie długo pamiętało. Ot, taki kolejny start. Czwarty wynik więc całkiem ok. Niby jechałem całkiem mocno ale nie zmęczyłem się. Widocznie za wolno jak na tak krótką trasę. Do poprawy: na punkcie nr 1 powinny być dwie puszki.

Sprint:

Bardzo dobry! Taki jaki moim zdaniem powinien być sprint: szybka trasa (twarde ścieżki), były warianty, trasa wymagająca bardzo szybkiego podejmowania decyzji i jednocześnie umożliwiająca szybką jazdę. Koncentracja i wysiłek na 100% swoich możliwości przez całą trasę. 2 miejsce więc jestem bardzo zadowolony.

Klasyk:

Nie startowałem ze względu na awarię roweru ale zrobiłem sobie trasę K-17 na piechotę i moim zdaniem była co najmniej dobra. Były warianty, las ciekawy, większy teren, piękna pogoda. Ogólnie: bardzo przyjemna wycieczka. Miejscami jakość ścieżek nie zgadzała się z tym co na mapie. Ma mapie ścieżka było oznaczona jako szybka, a w rzeczywistości było sporo piachu. W gruncie rzeczy należało się tego spodziewać, bo wiosna przyszła w tym roku bardzo szybko i wysuszyła teren. Takie jest ryzyko tej dyscypliny. Nie oczekiwałem, że organizator będzie dostosowywał mapę, na kilka dni przed zawodami, do bardzo szybko zmieniających się warunków pogodowych.

Inne uwagi:

- bardzo czytelne i na dobrej jakości papierze mapy

- znalazłem parking, nie spóźniłem się, były wstążeczki, trafiłem na start, więc "dało się"

- bardzo słabiuuuutki obiad, a właściwie zupa z 2 kawałkami mięsa, szumnie nazwana obiadem. W zeszłym roku było dużo lepiej pod tym względem

- ładne medale (jak zwykle zresztą). Niestety nie dla mnie.

Podsumowując: jestem zadowolony z wyjazdu, zresztą z Oborników Śląskich też byłem. Jak będą następne tego organizatora to też pojadę.

Jak ktoś miałby podzielić się uwagami odnośnie koncepcji startu masowego to chętnie wysłucham. Jak na razie nie widzę większych zalet tej konkurencji w stosunku do sprintu czy klasyka.

Pozdrawiam,

RB