Krok do przodu - ale droga nadal dziurawa

  W przeddzień dnia orienteeringu - a świeżo po lubelskich KMP - naszły mnie refleksje, dotyczące biegów na orientację w Polsce. Optymistyczne - i mniej wesołe też. Zacznijmy jednak od pozytywów; mam wrażenie, że decyzja o zmianie regulaminu Klubowych była krokiem w dobrą stronę. Mimo, że w opinii wielu zawodników Otrocz i Lublin leżą na końcu świata (no, faktycznie, z wielu miejsc nie jest tam łatwo dojechać) - frekwencja na biegach indywidualnych nie była gorsza, niż rok temu w Rydzynach. Do których dostać się jest znacznie łatwiej. Tym razem jednak w kategoriach Open startowało po kilkoro zawodników na krzyż  (wówczas łącznie kilkadziesiąt osób) - czyli marchewka w postaci potencjalnych punktów do zdobycia się sprawdziła... Dobrze też, że nowy (a właściwie stary, bo przecież młodzicy i weterani punktowali w lidze jeszcze w latach osiemdziesiątych) przepis dał zawodnikom z kategorii dotychczas startujących "przy okazji" poczucie, iż są w klubach potrzebni do czegoś więcej, niż płacenie składek. Ciekawe, jak wypadnie jesienny rzut KMP; oby utwierdził stosowne czynniki w przekonaniu, że zmiana była celowa.

  Same zawody - w porządku; bardzo łatwy sprint, ale bardzo ciekawy klasyk. Na tyle ciekawy, że zadziwiająco wielu zawodników i zawodniczek (ale główne Panów z kategorii M 21) rzuciło w trakcie ścigania ręcznik. Może było to podyktowane chęcią lepszego występu w sprincie, niemniej - wyglądało to słabo. Taki sobie przykład dla młodszych, jak mi się wydaje. Ale - co tam, klubowe. Historia z Mistrzostw Europy wydaje się w tym kontekście jeszcze ciekawsza; właściwie - aż trudno mi uwierzyć, żeby rzeczywiście to tak wygladało, jak opowiadali na mieście. Jeżeli bowiem rzeczywiście sztafeta Pań nie pobiegła na ME tylko dlatego, że jedna z zawodniczek nie była zainteresowana startem - to jest to zjawisko z pogranicza farsy i tragedii. W normalnych czasach konsekwencja byłaby taka, że zawodniczce związek podziękowałby za dotychczasowe występy i nie kłopotał już więcej wysyłaniem powołań. No, ale może sprawa jest bardziej złożona; zobaczymy. Tak, czy inaczej - kapitalny występ Panów (10 lokata brutto, 8 miejsce po odliczeniu drugich drużyn - brawo!) kojarzyć mi się będzie także z tą drugą sztafetą, która nie pobiegła.

 I tak to wyglada; niby chcemy promować tę piękną orientację, regulaminy rywalizacji robią się przyjazne zawodnikom - a w reprezentacji dziwne sytuacje, w kategoriach elitarnych bieganie za karę... O regularnie powtarzających się historiach w rodzaju braku stron internetowych zawodów, które maja odbyć się za miesiąc-dwa, opóźnionych biuletynów czy pozostającej w stylistyce retro witrynie samego związku nie wspominając. No, ale nie można powiedziec, że nie ma pozytywów. Przynajmniej to cieszy.

P.S.

O rowerach nie wspominałem celowo, bo miało być trochę optymistycznie 

Komentarze