Rowerowe zaległości

W ostatnie dwa weekendy sporo się działo w rowerowej rywalizacji. W ciągu 10 dni można było zaliczyć w sumie 9 startów na rowerze w randze Mistrzostw Polski i/lub w ramach Pucharu Polski w dwóch różnych rejonach Polski - na południu w Gliwicach i Zdzieszowicach oraz na północy w Gdańsku. Na początek zaległa relacja z południa Polski.

Druga runda zawodów RJnO z kalendarza CTZ została zaplanowana na weekend 25-27.05.2018 Na początek Gliwice, gdzie w piątkowe popołudnie do rozdania były medale Mistrzostw Polski w sztafetach mieszanych. Trochę dziwna pora na rozgrywanie zawodów - dzień roboczy. Informacja o samych zawodach tradycyjnie ukryta, ale jak już się znalazło to w miarę sprawnie już szło. Do obsługi zawodów wykorzystana została strona http://www.orientharper.pl, gdzie był: biuletyn, rejestracja sztafet, komunikat, a później wyniki. Ja miałem lekkie obawy co do terenu zawodów - park miejski, gdzie mogło być sporo spacerujących osób. Na miejscu okazało się, że park pomimo ładnej pogody jednak nie cieszy się zbyt dużym zainteresowaniem. Na początku startowały młodsze roczniki, a na koniec seniorzy i Masters. I właśnie w tych grupach było sporo emocji. Wśród seniorów doszło do niecodziennej sytuacji na pierwszej zmianie. Jako pierwsza przyjechała Karolina, a jej zmiennik Marcin ... nie był przygotowany do startu. Kolejne zmiany przynosiły zmianę na czołowych pozycjach. Ale to jest sport i walczy się do końca, a przede wszystkim należy pilnować które PK się potwierdza. Pierwsza na mecie zameldowała się sztafeta ze Stowarzyszenia Team 360°, ale okazało się, że jest NKL. Po kilku minutach dojechał na nie do końca sprawnym rowerze (przednie koło w kształcie ósemki) Arek Kubica i też NKL - okazało się, że pomylił się na ostatnim PK i podbił nie swój punkt. Trzecia ekipa reprezentująca Mazowsze miała już wszystkie PK i złoto powędrowało do Karoliny i Marcina. Co ciekawe - na skompletowanie podium trzeba było czekać jeszcze ponad 30 minut.

Zacięta rywalizacja była również w grupie Masters. Główny konferansjer zawodów, Tomasz Polewka, tuż przed startem pań (start masowy na pierwszą zmianę) wymieniał głównych faworytów do wygranej i nagle na ok. 20 sekund przed startem wymienił nr 63 (czyli Zuzanna i ja). Jak patrzyłem na listę startową to każda para mogła wygrać, wszystko zależało od dyspozycji dnia i liczby popełnianych błędów. Jako pierwsza na punkt zmian przyjechała Zuzanna. Mnie to bardzo ucieszyło ponieważ to ja byłem jej zmiennikiem. Teraz należało przewagę utrzymać, a jak się da to nawet ją powiększyć. Wyjątkowo szybko wczułem się w mapę, do pierwszej bocznej ścieżki jechałem trochę niepewnie obawiając się, że mogę ją przejechać, ale szybko przekonałem się, że są one bardzo dobrze widoczne. Na drugiej swojej zmianie jedzie mi się łatwiej bo znam się już częściowo teren. Mapa bardzo czytelna, ścieżki bardzo szybkie, punkty ciekawie rozmieszczone. Nic tylko jechać i nie popełniać błędów. Udało nam się utrzymać prowadzenie do końca i złoto trafiło do Stowarzyszenia Team 360°. Ta wygrana to głównie zasługa Zuzanny, która wypracowała sporą przewagę nad pozostałymi zawodniczkami, a ja tylko to utrzymałem. O kolejne miejsca była zacięta walka - o ile druga sztafeta przegrała z nami o prawie 7 min. to czwarta ekipa straciła do drugiego miejsca 1 min. Zawody bardzo udane, mapa dokładna, trasy szybkie. Brawa dla organizatorów - UKS Kometa Gliwice. I to by było na tyle dobrego ...

Jeszcze tego samego dnia wszyscy przemieścili się do Zdzieszowic. Szkoła, w której był nocleg miała jedne z najlepszych warunków w ostatnich kilku latach (to jeszcze te dobre wiadomości). Nie wiadomo dlaczego to kolejne zawody mocno zakonspirowane - jedyna informacja o zawodach znajdowała się na stronie Facebooka, a zgłoszenia tylko drogą mailową. Brak informacji kto się zgłosił, brak komunikatu technicznego, brak minut startowych. Jest tyle stron umożliwiających umieszczanie takich informacji i akurat informacja o zawodach tylko na Facebooku? Serio? Ja nie mam tam konta (świadomie) i znam wiele osób, które również nie mają tam konta. Aż dziwne, że tyle osób pojawiło się na starcie. 
Rano wyjazd do Tułowic, prawie 60km. Centrum Zawodów zlokalizowane przy pałacyku, gdzie tego dnia odbywał się Konkurs Sygnalistów Myśliwskich. Co chwila było słychać granie na rogach myśliwskich, ale na dłuższą metę jest to jednak męczące. Wracajmy jednak do zawodów rowerowych. Do startu dojazd ponad 2km. Nie wiadomo dlaczego nastąpiła zmiana kolejności startów - najpierw średni, a po południu sprint, oba w randze Mistrzostw Polski. Kiedyś wydawało mi się, że sprint powinien być (zwlaszcza o medale) na świeżo, jak jest się wypoczętym. Ale to mi się chyba tylko wydawało. 
Na początek dystans średni. Drobne problemy z pierwszym PK, który był na wzniesieniu. Za wcześnie skręciłem i musiałem zmienić sposób dotarcia do tego PK. Jak się później okazało wiele osób skręciło jeszcze wcześniej ... Pierwsze problemy z mapą zaczęły się w okolicach 5 PK, do którego dotarłem sporo naokoło, ale ścieżka na której stał punkt miała inną przebieżność niż wynikało to z mapy. Kolejny problem - dojazd do PK nr 8. Z mapy wynikały dwa warianty - powrót do głównej drogi lub dalsza jazda do ścieżki z dobrą przebieżnością (szeroka, długa kreska). Niestety wybrałem drugi wariant i w rzeczywistości natrafiłem na szeroką drogę, ale kompletnie zarośniętą wysokimi jagodzinami, a taka droga powinna mieć oznaczenie kropką (!). Dalej było jeszcze gorzej. Jak już tak brnąłem przez te jagodziny to miałem skręcić w szeroką drogę oznaczoną kropkami (czyli jeszcze mniej przebieżną niż to po czym jechałem). Cały ten fragment mapy był od czapy, a ja przez to straciłem medal (do brązu zabrakło mi 1:11 min, nawet nie mogę porównać swojego czasu do innych ponieważ nigdzie nie ma międzyczasów). Dalsza jazda to już była loteria - co kryje dany symbol ścieżki? Ogólnie w mojej ocenie słabo wypadł ten dystans średni - za prosty jak na Mistrzostwa Polski jeśli chodzi o względy nawigacyjne, w zasadzie brak wariantowości i przede wszystkim niestety kiepskiej jakości mapa, która tego dnia rozdawała karty. Nie wiem kiedy mapa była aktualizowana, ale na pewno nie w ciągu ostatnich 2-3 tygodni. Jakby jeszcze było mało - na mecie brak wody do picia. Woda była, ale w Centrum Zawodów, czyli 2 km dalej.
Po południu sprint w tym samym lesie. I tu kolejna niespodzianka - ta trasa niczym nie przypominała sprintu. Większośc punktów była ustawiona na ścieżkach oznaczonych kropką, dojazdy często pod górę po wąskich słabo przejezdnych ścieżkach. Do tego znana z porannnej jazdy loteria z przebieżnością. Nie wiem czy te zawody zasługiwały na swoją rangę. Zamiast sprintu czyli szybkiej jazdy po dobrze przejezdnych ścieżkach otrzymaliśmy siłową jazdę po słabo przebieżnych ścieżkach. Czarę goryczy w moim przypadku przelała sytuacja przy PK z kodem 39, gdzie dojazd blokowały 3 (słownie: trzy) duże gałęzie. Nie można było ich odsunąć? A może wręcz przeciwnie - może zostały one tam specjalnie przyciągnięte aby nie było za łatwo?
Ogólnie sobotnie starty słabo wypadły, nie takich zawodów się spodziewałem, przede wszystkim nie aż tak siłowych. Co z tego, że organiizatorzy włożyli sporo pracy skoro efekt nie jest zadowalający? Zadecydowały detale, których można było uniknąć, a tak zamiast fajnych zawodów wyszły takie sobie.

W niedzielę było trochę lepiej. Dystans klasyczny w okolicach Góry św. Anny. Mapa bardzo kolorowa ze względu na otwarte przestrzenie. Na początek morderczy podjazd aby przedostać się na drugą stronę autostrady. Wariantowość jak na lekarstwo, ale to dystans klasyczny. Miejscami też daje się mapa we znaki, ale nie wpływa to znacząco na wynik. W mojej ocenie sporym błędem przy budowie tras było umieszczenie PK z kodem 35 na wąskiej ścieżce z ruchem dwukierunkowym (dojazd praktycznie tylko z jednej strony). Problem w tym, że dojazd do tego punktu to w miarę stromy zjazd, na którym można było wiele zyskać gdy nikt nie podjeżdżał lub wiele stracić, gdy spotkało się np. 5 osób podjeżdżających pod górę i wówczas ciężko się minąć. Ja w drodze do mety napotkałem jeszcze ścieżkę do downhillu - wąski wąwóz stromo schodzący w dół. Na szczęście nie miałem większych problemów z pokonaniem tego dosyć długiego zjazdu. Sam zjazd mi się podobał, ale cały czas liczyłem na to, że nikogo nie dogonię lub nie spotkam zabłąkanych piechurów. Chyba nie o takie wrażenia z trasy chodzi w naszych zawodach. I na koniec powtórka z dnia poprzedniego - na mecie brak wody do picia.
W Zdzieszowicach konspiracja z zawodami chyba sięgnęła zenitu ponieważ nigdzie nie ma dostęnych wyników z 3 startów (w tym 2 rangi Mistrzostw Polski), a o międzyczasach czy mapach to można zapomnieć. Czy to ma jakiś związek z RODO?