Mazurskie Tropy - lazur i piachy

  Z drobnym opóźnieniem, ale za to z wielką przyjemnością, proponujemy do przeczytania krótką impresję z Mazurskich Tropów. Relacja nie jest długa, za to przyjemna w odbiorze. Autorka - czyli Magda Gruziel-Słomka - podeszła do pisania tak, jak do trasy; szybko, a dobrze. Efekty są takie, że zawody wygrała - a poczytać, to sobie proszę poniżej...

Mazurskie Tropy - zawody zorganizowane super, w super miejscu. Czyli na Mazurach. Do wyboru parę tras, pieszych i rowerowych. A na każdej mnóstwo jezior, coby się można było pochlapać jak upał będzie przesadzał [z czego nie omieszkałam skorzystać, bo lazur tafli przy magicznym PK4 na przelotowej wyspie był bardzo zachęcający. W sumie, to chyba nie wyspa, skoro przelotowa..hmm..

[lazur na zdjęciu, zapożyczone z fejsa organizatora]

Organizatorzy jak zwykle zadbali, żeby nie było walki o mapę, czyli wszyscy dostali mapy pod nogę.


[foto z fejsa org, ze startu trasy pieszej]

Zadbali o strawę, czyli drożdżówki, obiadek, piwko na mecie i 2 bufety na trasie. Zadbali wreszcie też o muchy i komary, które chyba zostały ściągnięte z całej Polski :D
A co do trasy, to była bogata, 27 PKów i 135km do przejechania. Większość się układała fajnie  z wyjątkiem szachownicy 6-7 pków w środku. Żar się lał z nieba, piachów też nie brakowało, zwłaszcza w południowej części mapy. Mapa fajnie grała z rzeczywistością, z wyjątkiem przecinek, takich starych, w kratkę. Tych to chyba już nie było. Z wyjątkiem jednej, przy której stał któryś PK. Ale cała reszta dróg była. Z ciekawostek, najczęściej, wbrew logice, najlepiej wypadały te rysowane przerywaną kreską [często ubite, lekko porośnięte, wąskie, ale dosyć szybkie], potem te ciągłą czarną [szutry, lekko piaszczyste], a na końcu te fest szerokie białe na mapie.. totalna piaskownica! 
Asfaltowy finisz przywitałam z radością. A Mazurskie Tropy polecam :)